„…w mowie, w myśli, w sercu, na ślubnym kobiercu!”

bride-1850074_1920

Wiele osób w dzisiejszych czasach nie decyduje się na ślub. Mówią „papierek nie jest nam potrzebny do szczęścia”. Trudno się z tym nie zgodzić, bo rzeczywiście nikt papierów zbierać nie potrzebuje. Ale czy tak naprawdę chodzi o papier? No chyba nie. Opowiem Wam historie, która zainspirowała mnie do tego wpisu.

Jakiś czas temu usłyszałam o pewnej parze, która żyje bez ślubu ponad 30 lat. Oboje dobijają sześćdziesiątki, mają dorosłe dzieci i nadal są razem. W czym, więc problem? Jak widać udało im się skoro nadal są razem. Jednym słowem happy end. Ale coś musi być nie tak, skoro mnie to zainteresowało. Problem tkwi w braku pewności, braku poczuciu bezpieczeństwa. Historia ta zawiera dodatkowo wątek ekonomiczny. Nazwijmy roboczo parę, o której mowa Basia i Andrzej. Ich sytuacja wygląda następująco: Andrzej jest właścicielem firmy, którą zarządza Basia. On daje jej niby wolna rękę, ale ona nie jest szefem w znaczeniu dosłownym. Zarządza na jego rachunek, jest zwykłym pracownikiem, pracującym za pensje. Interes niestety nie idzie dobrze, a ona jako „nie żona” nie ma do niczego praw. Gdyby powinęła jej się noga, zostaje formalnie z niczym. I niby można sądzić, że Andrzej jako partner na pewno ją wesprze, że jej nie zostawi, że jej pomoże. Ale skoro dom, w którym mieszkają jest jego własnością, firma, którą prowadzą jest jego, to na co ona może liczyć? Zostaje zupełnie z niczym, a mając niemal 60 lat nie ma zbyt wielu perspektyw na przyszłość (przynajmniej zawodową). I żyją tak sobie z dnia na dzień, niby wszystko dobrze, na pozór nie ma się do czego przyczepić- sielanka. W końcu Basia ma tego dosyć. Narastająca frustracja powoduje, że wybucha i mówi o wszystkim Andrzejowi. Że czuje się niepewnie, że niczego nie posiada, że jej tożsamość jest zachwiana, bo nie wie kim jest. On jest zaskoczony, nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. Jednak jego trudny charakter (co ważne dla tej historii) początkowo powoduje, że nie rozumie skąd tyle szumu. Przecież jest ok, to o co afera? No jemu może jest dobrze, ale skoro ona wybucha to coś jest nie tak. I koło się zatacza. Wszystko wynika z braku poczucia bezpieczeństwa. Mimo zaślepienia ze strony Andrzeja, a także dzięki pomocy specjalisty wszystko dobrze się skończyło. On w końcu zrozumiał położenie Basi i postanowił działać, aby zmienić jej samopoczucie. By czuła się ważna, spełniona i spokojna zdecydował się oświadczyć. Dosyć groteskowe dla mnie, że dopiero po tylu latach, ale jak mówi tytuł jednego filmu „Lepiej późno niż później”.

Kobiety potrzebują takiego psychicznego zabezpieczenia. Nawet, gdy zarzekają się, że jest inaczej, to stawiam, że jest to poza, a w głębi duszy pragną tego i potrzebują. Taka jest natura kobieca i nie ma się co dziwić. Mając 30 lat wszystko jest ok, nie ma o co się martwić. On mnie kocha i to mi wystarczy. Poczekaj aż będzie miał kryzys wieku średniego… Oczywiście możecie powiedzieć, że przecież żonaci faceci też zdradzają czy przeżywają kryzysy, które powodują u nich braki w rozumowaniu :). Tylko, że będąc żoną wiesz na czym stoisz i nawet jeśli coś się nie uda to masz jakieś gwarancje, które pozwalają domagać się swego. Nie chcę, żeby zabrzmiało to jak postrzeganie małżeństwa przez pryzmat potrzeb ekonomicznych, ale zwracam uwagę, na to, że nawet jeśli ktoś sądzi, że ślub nie jest do niczego potrzebny to niech się dwa razy nad tym zastanowi. Bo jeśli nie potrzebuje go ze względów na swoje poglądy to może przekonają go inne powody. Oprócz poczucia bezpieczeństwa, jest to ważne ze względu na dzieci. Ale takie oczywistości na tę chwilę sobie podaruje.

Małżeństwo jest bardzo ważne i nie można bagatelizować jego roli. Osobiście uważam, że jedyne ważne jest małżeństwo kościelne, ale skoro ktoś ma inne poglądy, to niech chociaż ureguluje wszystko prawnie. Przemyślcie te kwestie wielokrotnie zanim powiecie „małżeństwo nie jest mi do niczego potrzebne”.

3 Komentarze

  1. Jak wiesz, pisałam u siebie o życiu na kocią łapę, więc nie będę się powtarzać. A aspekt ekonomiczny? Oczywiście nie wolno go pomijać, ale to nie jest taka jednoznaczna kwestia… Jeśli firma Andrzeja by zbankrutowała, to żona mogłaby być ścigana za długi, a nie-żona nie… Z drugiej strony przy rozwodzie majątek firmowy nie podlega podziałowi tak jak majątek prywatny… I tak dalej. Moi znajomi są małżeństwem, ale dom (jak i wiele ruchomości) jest formalnie tylko jego, co zresztą daje jej odczuć – więc tu np. papierek kompletnie nie rozwiązuje problemu poczucia finansowego bezpieczeństwa…

  2. Hmm… ja chyba mniej teoretyzowałam na temat alternatywnych rozwiązań, ponieważ bardziej skupiłam na opisaniu stanu faktycznego. Basia przyznała, że brakuje jej tego poczucia bezpieczeństwa. Przykład Twoich znajomych jest ciekawy, ja wcześniej nie spotkałam się z taką sytuacją (nie znam nikogo takiego, ani też nie słyszałam od nikogo o takiej parze- jesteś pierwsza :) ). Chociaż ten aspekt ekonomiczny to taki dodatek, bo właściwie jest więcej plusów tego stanu rzeczy. Wydaje mi się, że to kwestia poglądów, ale ja czuję się zupełnie inaczej jako żona, chociaż jako narzeczonej niczego mi nie brakowało, to jednak tę zmianę uznaję za duży plus.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.